piątek, 20 listopada 2015

Dzień dobry rezydencjo, miło Cię poznać

Miłość od pierwszego wrażenia. Jest to najprawdopodobniej najbardziej trafne określenie oddające ogrom emocji towarzyszących nam w czasie błyskawicznego toku sierpniowych wydarzeń. We wrześniu nasza ekscytacja sięgnęła zenitu, kiedy po podpisaniu umowy oraz dopełnieniu szeregu innych formalności trzymaliśmy w rękach klucz do NASZEGO domu. Niektórzy z nas mieli okazję po raz pierwszy zobaczyć na żywo swój nowy nabytek. Tak, tak, są osoby, które czują lekką obawę i niepewność kupując buty przez internet. Czy będą wyglądać tak samo jak na zdjęciach? Czy sprzedawca jest uczciwy? I najważniejsze, czy rozmiar będzie pasował? A my kupiliśmy dom przez internet. No, może nie zupełnie MY, gdyż jedno z nas dostąpiło zaszczytu obejrzenia posiadłości jeszcze przed ostateczną decyzją, ale drugie czuło się podobnie jak po zakupach na Allegro. Teraz nadeszła ta wyczekiwana pora, kiedy kurier puka do drzwi i po otwarciu... Nowe buty są dokładnie tak piękne jak na zdjęciach, a i sprzedawca okazał się człowiekiem godnym zaufania. A rozmiar? Nie za duży, nie za mały, to znaczy w sam raz!

Najlepiej zachowane pomieszczenie na parterze, czyli kuchnia. I ten piec!

Jako, że raczej oboje jesteśmy ludźmi niecierpliwymi i szybko lubimy przechodzić od myślenia do działania w celu jak najszybszego nacieszenia oczu namacalnymi efektami swojej pracy po ogólnej eksploracji chałupy z marszu przystąpiliśmy to akcji porządkowej. Naszym pierwszym celem stała się obórka. Pomieszczenie typowo dla tego rodzaju budynków posiada wejście z sieni, usytuowane jest niejako naprzeciwko kuchni. To co zastaliśmy w środku można krótko i wyczerpująco określić jako górę śmieci wymieszaną z potencjalnym opałem.



Sześć pracowitych rąk, trzy łopaty, kilka godzin i udało nam się dokopać do... podłogi?




Efektem naszych zmagań stał się porządek, choć może bardziej akuratnym byłoby stwierdzenie ład, jaki zapanował w naszej obórce. Wszystkie przedmioty, które przedstawiały sobą jakąkolwiek wartość użytkową, sentymentalną tudzież opałową zostały posegregowane. Okazało się, że przynajmniej przez następnych kilka dni zimno nam nie groźne, ponieważ uzbierała się całkiem pokaźna górka opału. Znalazło się też kilka skarbów, takich jak wiekowy wał do studni. Mamy również dosyć pokaźny skład starych, drewnianych okien.





Zmartwił nas stan techniczny niektórych elementów konstrukcyjnych w obórce. Metalowy dwuteownik podpierający łukowy strop z cegieł nie tylko nie wygląda szczególnie atrakcyjnie, widać, że dość mocno nadgryzł go ząb czasu. Rzecz wymaga stosunkowo pilnej uwagi, jednak nie jest to sytuacja tragiczna i jak zapewnił nas Pan specjalista, wszystko jest do zrobienia.



Nasz pierwszy dzień w rezydencji upłynął w pocie czoła, na mozolnym przedzieraniu się przez góry śmieci i chmury kurzu, a na koniec dnia byliśmy tak zmęczeni i szczęśliwi jak nigdy wcześniej. Teraz przyszła pora na pierwszą noc. Zalegliśmy w naszym obozowisku w izbie kuchennej, o której szerzej będzie w dalszych rozdziałach. Dodajmy jeszcze, że piwo Lwóweckie jest naprawdę bardzo smaczne, polecamy!





3 komentarze:

  1. Gratuluję znalezienia tak uroczego domu. Wiele budowlanych rozrywek przed Wami ;)
    Życzę wielu sił i powodzenia w remontowaniu. Oby entuzjazm nigdy Was nie opuszczał!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry! Te sklepienia z cegieł to tzw. sklepienie pruskie tj. wypełnienie łukowe z cegieł pomiędzy belkami stalowymi - najczęściej dwuteownik. Jako wadę tego rozwiązania podkreślano niewielki rozstaw - coś ok 1m max, jako plus powtarzalność sklepień przy niewielkim nakładzie pracy. Moim zdaniem warto jednak wzmocnić główną belkę podtrzymującą stawiając obok drugą. Korozja belki powala! Macie nad czym myśleć. Pozdrawiamy po sąsiedzku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak, w miarę pilnie proponował. Pozdrawiam ;) S.

      Usuń